— Iryno, skąd wziął się projekt Luxmarafet?
Nasze początki nie miały wiele wspólnego z biznesem.
Pomysł, aby stworzyć coś wspólnego i pięknego, pojawił się u mojego męża. To on powiedział:
„Zróbmy projekt, który będzie ciekawy, estetyczny i technicznie solidny. Ja zajmę się stroną techniczną, a ty — kreatywną i komunikacyjną.”
Luxmarafet narodził się nie z kalkulacji, lecz z naszej potrzeby stworzenia czegoś razem — czegoś nowego, ciepłego i pełnego duszy.
Wszystko techniczne — platforma, logika, struktura katalogu, pierwsi dostawcy, bezpieczeństwo strony, konfiguracje oraz setki drobnych procesów, o których nawet nie miałam pojęcia — to jego obszar.
Wszystko związane z formułami, teksturami, zapachami, nowościami, pracą z markami i komfortem klienta — to moja część.
Jesteśmy różni. I właśnie dlatego projekt stał się tak żywy i tak precyzyjny.
— Jaka jest dziś filozofia Luxmarafetu?
Luxmarafet to nie mass market.
To kosmeceutyki i kosmetyki profesjonalne, wybierane według skuteczności, podstaw naukowych i charakteru formuł.
Stworzyliśmy przestrzeń, w której kobieta nie gubi się w chaosie — oferujemy jej wyłącznie marki z osobowością i potwierdzonym działaniem na skórę.
Luxmarafet to spokój, świadoma pielęgnacja, precyzja i ten delikatny akcent luksusu, który upiększa codzienność.
— W blogu często podkreśla Pani równowagę między naturalnością a skutecznością. Jaki jest Pani punkt widzenia?
Szczery.
Kocham naturę — ale jeszcze bardziej kocham, gdy kosmetyki naprawdę działają.
„Naturalne” nie zawsze oznacza hipoalergiczne.
Wiele składników naturalnych potrafi być alergenami, drażnić skórę lub zachowywać się niestabilnie.
Składniki syntetyczne nie są „złem” — są efektem pracy naukowej.
Jeśli są stabilne, delikatne, przyjazne barierze skórnej i potwierdzone jako skuteczne — jestem zdecydowanie „na tak”.
Dlatego wybieram nie „nieograniczoną naturalność”, lecz skuteczność, bezpieczeństwo, przejrzystość i komfort skóry.
Trend naturalności lubię — ale nie wierzę w ślepą romantyzację pielęgnacji.
— Jakie zasady pielęgnacji po 30. roku życia uważa Pani za kluczowe?
Inteligentne składniki: retinoidy, peptydy, probiotyki, stabilne formy witaminy C.
Rytm zamiast heroizmu: czasem jestem leniwa — i to jest w porządku. Ważne jest, aby wracać do siebie.
Bariera hydrolipidowa: jeśli jest osłabiona, nic nie działa.
I jeszcze jedno: pielęgnacja nie powinna męczyć.
Powinna dawać przyjemność — być miękka, sensoryczna, delikatna.
— A jaka pielęgnacja jest Pani najbliższa?
Taka, którą ma się ochotę wykonać.
Miękkie tekstury, przyjemne aromaty, kosmetyki, które potrafią zatrzymać dzień na chwilę.
Uwielbiam nowe formy klasycznych produktów — gdy coś, co działało latami, staje się jeszcze wygodniejsze i nowocześniejsze.
— Jak wybiera Pani marki do sklepu?
Skupiam się na teksturach, składach, filozofii marki i jej etyczności.
Mój mąż — na systemowości, logice, procesach technicznych i niezawodności współpracy.
Razem tworzymy asortyment marek, które mają osobowość, uczciwość i naukową wiarygodność.
Jeśli miałabym wskazać „markowe DNA Luxmarafetu” — fundament naszej filozofii pielęgnacyjnej — byłyby to:
ACADEMIE — francuska szkoła tekstur i eksperckości
Klasyka kosmetologii profesjonalnej.
Academie to jedwabiste tekstury, wyrafinowane zapachy, dyscyplina naukowa i francuska precyzja formuł. Ich pielęgnacja przypomina starannie skrojoną wielowarstwową suknię: elegancką, przemyślaną, pełną smaku.
IMAGE Skincare — amerykańska skuteczność medyczna
Image to „bez hałasu, za to z efektem”.
Silne peptydy, stabilne, a zarazem delikatne retinoidy, logiczne programy intensywne.
Marka, która stawia na medyczną precyzję i widoczne rezultaty.
ESSE — mistrzowie mikrobiomu
Esse opiera się na filozofii, że piękno zaczyna się od równowagi mikroflory skóry.
Rytuały probiotyczne, miękkie tekstury, głęboka sensoryczność.
Ich pielęgnacja to delikatna inteligencja zamknięta w słoiczku.
TEOXANE — szwajcarska kosmeceutyka z medycznym DNA
Unikalna marka stworzona przez twórców wypełniaczy Teosyal.
Jej kosmetyki działają według tej samej logiki, co medycyna estetyczna.
Kompleks RHA to jedna z najbardziej innowacyjnych technologii nawilżenia i jędrności.
MARJOLIE — czyste formuły i nowoczesna sensoryczność
Marjolie to przemyślane składniki, komfortowe tekstury i pielęgnacja, która naturalnie wpisuje się w codzienny rytuał.
Linie marki koncentrują się na nawilżeniu, regeneracji i blasku — z formułami przyjaznymi skórze i wysokiej jakości.
MANYO — koreańska skuteczność bez zbędnych obietnic
Fermenty, probiotyki i esencje, które stały się kultowe.
Manyo to współczesna Korea: mądrze, stabilnie, efektywnie.
Oczywiście są też inne marki — ale to właśnie te przychodzą mi do głowy jako pierwsze. I to one tworzą większość mojej osobistej rutyny pielęgnacyjnej.
— Jaką rolę odgrywa zespół w Waszym projekcie?
Ogromną.
Zawsze szukamy ludzi, nie tylko specjalistów — osób, z którymi naprawdę dobrze się pracuje. Wiele osób jest z nami od lat; niektórzy — ponad dekadę. To mówi samo za siebie.
Rekrutacją zajmuję się osobiście. To dla mnie najtrudniejsza część pracy — ale też jedna z najbardziej wartościowych. Zanim ktoś trafi do naszego zespołu, przeglądam setki CV i prowadzę dziesiątki rozmów. I w pewnym momencie coś „klika”: tak, pasujemy do siebie.
Dobrze wyczuwamy się nawzajem, często rozumiemy się w pół słowa — i to niezwykle pomaga w codziennej pracy. Atmosfera jest spokojna, przyjazna, bez niepotrzebnej ostrości i formalności.
Dla mnie zespół to ludzie, z którymi przyjemnie dzielić codzienność, rozwiązywać zadania, śmiać się z drobiazgów.
Bez nich Luxmarafet nie byłby tak ciepły i stabilny, jak jest dziś.
— W jakim kierunku zmierza współczesna pielęgnacja?
W stronę ciszy.
W stronę szacunku dla bariery skórnej.
W stronę personalizacji, inteligentnych składników i solidnych podstaw naukowych.
I — w stronę marek profesjonalnych.
Bo pielęgnacja przyszłości to nie kolorowe słoiczki, lecz precyzyjne formuły.
— Iryno, co dał Pani ten biznes w wymiarze osobistym?
Wolność tworzenia.
Odwagę, by robić wszystko po swojemu.
Świadomość, że pielęgnacja może być jednocześnie profesjonalna, luksusowa i bardzo ludzka.
I jeszcze jedno — przekonanie, że piękno zaczyna się od szczerości.
Od szacunku do siebie i swojej skóry.
I oczywiście — od odrobiny ciepła i humoru. Bez nich nawet najlepszy krem działa gorzej.
A piękno zawsze jest równowagą: między powagą nauki a lekkością, z jaką dotykamy własnej skóry.